Mój mongolski arbuz

Pamiętam, jak kilka lat temu bylam w Mongolii. Spędziłam tam grubo ponad miesiąc, próbowałam się przyzwyczaić do pogody i kultury, ale trochę mi nie wyszło. Nie chodziło nawet o sam fakt życia w namiocie na środku pustyni, ale o coś zupełnie innego, bardziej prozaicznego. Otóż Mongolia to taki fajny kraj, który ma jedno duże miasto (stolicę) i powierzchnię trzy razy większą niż Polska. I nieważne czy spędzisz w pociągu dzień czy trzy, ale na zakupy zawsze jedziesz do miasta, przeważnie pociągiem. A potem wracasz i po tygodniu w podróży masz zapasy na nadchodzący miesiąc. Tak żyje większość ludzi i jest to całkowicie normalne. Nie mniej jednak, z powodów czysto praktycznych, oznacza to, że ludzie jedzą mało świeżych owoców i warzyw. Im dalej od stolicy tym gorzej.

Czytaj dalej

Hollywood jako mechanizm wyparcia

Kto nie marzył o życiu w Ameryce? Albo Australii?  Leżeć na plaży, jeść kokosy prosto z drzewa i nurkować gdzieś pomiędzy rafą koralową i rekinami. Chodząc całe życie w bikini, jeżdżąc na rolkach czy to styczeń, czy czerwiec, a na autostradach hamować z piskiem opon na widok kangura. Każdy by chciał. Bo nie jest ważne kim są ludzie, którzy tak żyją na co dzień, my tutaj w naszym zakątku Europy uważamy ich za lepszych na podstawie filmów i seriali. Ach ci piękni, wysportowani i bogaci.

Czytaj dalej

Han Solo: Gwiezdne wojny – historie

Uwaga, tekst zawiera spoilery!

Ekhem, zacznę nieśmiało od wstydliwego wyznania. Zapowiadałam w pierwszym poście, że takie się pojawią, więc proszę o wyrozumiałość. Jestem Nina i… nie jestem fanką Gwiezdnych Wojen. Stop! Zanim polecą kamienie w moim kierunku, odetchnijcie głęboko i pomyślcie, czy lubicie wszystkie kultowe produkcje? Na pewno znajdzie się przynajmniej jedna, której nie oceniacie zbyt wysoko. No właśnie, tak samo ja nie przepadam za tą gwiezdną sagą.

Czytaj dalej

Ta entropiczna noc (2/2)

Problem z nauką polega na tym, że jest ona modna tylko czasem i tylko przez chwilę. Kiedy umiera nieprzeciętny naukowiec, na przykład taki Hawking, ludzie rzucają się na zagadnienia fizyczne, chemiczne, ogólnie na wszystko o ścisłej naturze, niczym na wyprzedaż w markecie. A po trzech dniach przechodzi wyprzedaż i przechodzi miłość do nauki. I znowu nie interesuje nas nic aż do kolejnej burzy w mediach.

Czytaj dalej

Rampage: dzika furia

Uwaga, tekst zawiera spoilery!

Kompromis. Czasem przy wyborze filmu trzeba pójść na kompromis. Zwłaszcza kiedy druga połówka kategorycznie odmawia obejrzenia kolejnej komedii romantycznej, a alternatywy są mocno ograniczone. Rampage: dzika furia był właśnie takim kompromisem. Nie spodziewałam się po nim niczego dobrego. Zazwyczaj lubię filmy z Dwaynem Johnsonem, ale w moim odczuciu zapowiedzi uplasowały tą produkcję, gdzieś między Strasznym filmemRekinado, a na taki typ filmu bardzo rzadko mam ochotę. Mimo to postanowiłam spędzić ten wieczór na kibicowaniu The Rockowi.

Czytaj dalej

Półtorej „Zmierzchu” później

Mój pies tak ma, chyba jak każdy pies, że kiedy ja jem to on patrzy. Śledzi każdy mój ruch, każdy kęs, każdy wdech i wydech. A ja, na przykład, jem sobie banana. Psy zazwyczaj nie lubią bananów, nie jedzą bananów. W głowie mojego psa to nie jest ważne. Ja jem i on patrzy. Wtedy podtykam mu banana pod nos, żeby przeprowadził inspekcję. On wącha przez chwilę i odwraca pysk, bo psy nie lubią bananów. Ja zaczynam jeść dalej, on znowu patrzy, wtedy ja podtykam mu banana… I moglibyśmy tak cały dzień. Bo ja lubię jeść, a pies to pies.

Czytaj dalej

Colleen Hoover – It ends with us

Po ostatnich, niezbyt udanych, wyborach lektur chciałam sięgnąć po coś sprawdzonego. Bałam się, że kolejna kiepska książka doprowadzi mnie do szału zakończonego dłuższym odwykiem od czytania czegokolwiek. No, może poza instrukcją obsługi pralki. Wybór padł na It ends with us Colleen Hoover. Bardzo dobrze wspominam inne utwory tej autorki, które miałam przyjemność czytać, między innymi Ugly LoveMaybe Someday. Bohaterów tych książek ciężko zapomnieć, nawet lata po ich poznaniu. Czy również teraz udało jej się wykreować postaci, które staną się bliskie mojemu sercu?

Czytaj dalej

Życie jest jak zatoki

Istnieją dzieci, które nie chcą, ale muszą czasem zjeść warzywa na obiad. Podobnie ja – nie chcę, ale muszę kontynuować obrażanie książki „Żyj szybko, kochaj głęboko”.

Czytaj dalej