Katie Cotugno – 99 dni lata

Ciężkie są powroty do życia po uczelnianym szaleństwie okołosesyjnym. W żyłach nadal płynie kawa, a biurko zasłane jest pozostałościami arcyważnych zapisków. Dodatkowo gdzieś między tym wszystkim plącze się kilka zapomnianych sucharków, które w tych ciężkich dniach miały utrzymać mnie przy życiu. Powoli zaczynam znów odróżniać pory dnia, nie odliczam czasu w godzinach pozostałych do kolejnego oddania projektu, więc czas najwyższy oderwać myśli od meandrów prawa budowlanego i sięgnąć po kolejnego gniota, ekhem, książkę. Jak wiewiórka zbierająca orzeszki, tak ja gromadziłam ostatnio liczne pozycje proponowane przez Legimi. Wybór jednej lektury był ciężki, ale jak oprzeć się trójkątowi miłosnemu kuszącemu w opisie 99 dni lata? Ja nie potrafiłam odmówić, musiałam poznać tę historię.

Miłość jest wszędzie

Czuję się nieco oszukana. Winą za to mogę obarczyć jedynie samą siebie. Wydawca w swoim opisie jest dość precyzyjny, jednak moja natura romantyczki mimo wszystko miała nadzieję, że ta historia nieco zasklepi emocjonalną czarną dziurę rosnącą przez ostatnie tygodnie spędzone pomiędzy paragrafami.

Dwaj bracia, jedna dziewczyna i trzy złamane serca…

Patrick był pierwszą miłością Molly i mieli zostać razem na zawsze… ale potem zakochała się w Gabie. Jego starszym bracie. Kiedy wszystko wyszło na jaw, całe miasto ją znienawidziło. Dlatego ostatnią klasę liceum spędziła w szkole z internatem.

Teraz wraca do domu na lato. Przed nią długie 99 dni, podczas których będzie musiała zmierzyć się z dawnymi przyjaciółmi i obecnymi wrogami, prawdą i plotkami o sobie, a Gabe i Patrick nie pozwolą jej o sobie zapomnieć…

Opis wydawcy – Feeria Young

Lato, przyjaciele, wrogowie, bujna przeszłość, miłość – brzmi jak idealny przepis na wakacyjną książkę z romansem w tle. No właśnie, tylko tak brzmi. Romans? Jaki romans? Tfu, na psa urok! Emocji i miłości w tej książce było tyle, co w zeznaniu podatkowym przeciętnego pracownika Biedronki czy innej stonki. Dodatkowo mam wrażenie, że wielu autorów wyrządza krzywdę swoim dziełom sięgając po narrację pierwszoosobową. Wszystko jest dobrze, póki główny bohater jest ciekawą postacią, a przynajmniej póki jego działania są w miarę dobrze umotywowane. Bohaterka 99 dni lata nie spełnia ani pierwszego, ani drugiego kryterium. Jeśli myśleliście, że Charley z Żyj szybko, kochaj głęboko była irytująca, to nie poznaliście jeszcze Mols, jak pieszczotliwie nazywał ją jeden z chłopaków. Z każdą kolejną stroną coraz bardziej miałam ochotę potrząsnąć tą dziewczyną za jej brak zdecydowania.

Uwaga spoilery! Jeśli nie chcesz poznać szczegółów fabuły, przejdź do podsumowania.

Zacznijmy od początku

Już na pierwszej stronie dostajemy próbkę wrogiego nastawienia jej dawnych przyjaciół. Jednak dom obrzucony jajkami to nic w porównaniu do furii jaka drzemie w głównej bohaterce. Szkoda tylko, że Molly nie kieruje nagromadzonej negatywnej energii w stronę atakujących, a zamiast tego skupia ją na jednej z niewielu życzliwych osób, które ma wokół siebie – swojej matce. Szczerze mówiąc, nie rozumiem dlaczego dziewczyna ma pretensje. Matka jest pisarką i jej największym przewinieniem jest to, że wykorzystała skomplikowaną historię miłosną córki w jednej ze swoich książek. Może rodzic powinien mieć więcej empatii, ale ta książka przyspieszyła jedynie to, co było nieuniknione. Sekrety najczęściej wychodzą na jaw, niezależnie od tego jak dobrze się ich strzeże.

Osiołkowi w żłoby dano, czyli o co ta cała afera?

Przede wszystkim, Molly ma dość duże problemy z określeniem swoich celów i pragnień. Też jestem kobietą i nie należę do grona mistrzyń podejmowania szybkich decyzji, ale litości! Ta dziewczyna już raz wpadła w pokrzywy, sparzyła się, a teraz ponownie lezie w ich kierunku i nawet nie wie, dlaczego to robi. Zero instynktu samozachowawczego.

Sytuacja, przez którą musiała wyjechać z miasta, była nieco dziwna, ale można jeszcze ją jakoś zrozumieć. Rozstała się ze swoim chłopakiem, po znajomości trwającej całe ich szesnastoletnie życie, i tego samego dnia poszła do łóżka z bratem świeżo upieczonego byłego. Historie rodem z Mody na sukces są widocznie nadal na topie. Nastolatka chciała się pozbyć dziewictwa, a wykorzystany do tego partner nie miał dla niej znaczenia. Nie mi to oceniać, bo kto nie robił głupot w tym wieku? Jednak, kiedy po powrocie znów wikła się w podobną sytuację, to już zupełnie nie potrafię jej ani zrozumieć, ani usprawiedliwić błędami młodości. Skoro nie błędy młodości, to może ślepa miłość, porywy uczuć? Też nie. Autorka wyjątkowo poskąpiła emocji w tej książce. Kiedy natrafia się na „kocham cię” wypowiadane przez kogokolwiek z miłosnego trójkąta, to nie przyprawia ono o szybsze bicie serca. Już lepszy efekt odnoszą takie hasła jak: schabowy z ziemniaczkami, chałka czy cebularz lubelski. Mniam.

Trzy złamane serca

Żeby złamać serce, najpierw trzeba je mieć. Bohaterowie 99 dni lata łatwo rzucają górnolotne wyznania, ale ich czyny to już zupełnie inna historia. Zastanawiające jest dla mnie pojmowanie miłości w tej książce. Główna bohaterka wyjątkowo nieporadnie operuje gamą uczuć, a wszystko dodatkowo utrudnia jej egoizm. Jest to jedna z niewielu tak mocno skoncentrowanych na sobie postaci literackich, z jakimi miałam do czynienia. Od samego początku ma pretensje do wszystkich oprócz siebie. Ma wrogów? To wina matki. Dawna przyjaciółka nie chce z nią rozmawiać? Dziwna i zła przyjaciółka. Zgodzę się z tym, że Molly może czuć się samotna. Wątpię jednak, że najlepszym lekarstwem na to jest ponowne wikłanie się w skomplikowane, ale płytkie relacje, które próbuje definiować własnie jako miłość.

Ta książka traktuje o samotności i braku umiejętności poradzenia sobie z nią. Szkoda tylko, że pod koniec bohaterka tak samo jak przed ostatnią klasą liceum podejmuje ucieczkę i zaczyna wszystko od nowa, co nie rozwiązuje głównego problemu. Można zauważyć pewien postęp, tym razem ucieczka jest spokojniejsza i bardziej przemyślana. Molly nie jest typem głównej bohaterki książek młodzieżowych, bardziej pasuje na toksyczną przyjaciółkę, której należy się jak najszybciej pozbyć. 99 dni lata odbieram jako eksperyment pokazujący, że taki typ postaci znacznie utrudnia ciekawy rozwój fabuły, zwłaszcza gdy jest głównym i jedynym tematem książki.

Dwóch baranów

W książkach o młodych dorosłych najczęściej prędzej czy później bohaterowie dojrzewają emocjonalnie. Tutaj mam wrażenie, że mimo upływającego czasu i rozwoju historii wszyscy pozostają nadal takimi samymi dzieciakami, jak na początku. Dwaj bracia różnią się między sobą niemal wszystkim. Gabe jest duszą towarzystwa, Patrick to odludek dopuszczający do siebie jedynie najbliższych. Im bardziej mieszały się losy wszystkich bohaterów, tym bardziej miałam wrażenie, że drugi z chłopaków ma większe problemy ze sobą, a przynajmniej cierpi na podobny brak zdecydowania jak Molly. Związkowa geometria ulega modyfikacji, kiedy do tego dziwnego układu dołącza Tess, dziewczyna z którą związał się Patrick w ostatniej klasie liceum. Czy jeszcze ktoś wątpi w fascynację autorki Modą na sukces? Ja nie mam wątpliwości.

Ach, ci źli przyjaciele

W tym miejscu, w gruncie rzeczy, nie powinnam nic pisać. Molly nie potrafi być przyjaciółką. Nie wie nawet co to znaczy. Zaraz po powrocie z internatu, kieruje swoje kroki do najbliższej przyjaciółki (Imogen), którą bez słowa wyjaśnienia zostawiła rok wcześniej. Jak na egoistkę przystało, wpada do Imogen jak po ogień i usiłuje dzielić się swoimi rozterkami, jakby nigdy się nie rozstawały. Kompletnie nie może zrozumieć, dlaczego dziewczyna nie jest zainteresowana powrotem do przeszłości. Kiedy Molly udaje się opanować sytuację i odzyskuje dawną więź, a przynajmniej jej nową wersję, w pakiecie dostaje również nową koleżankę Imogen – Tess. Tak, tę samą Tess, która jest dziewczyną Patricka. Jak łatwo przewidzieć, nic dobrego z tego nie wyniknie.

Główna bohaterka nie zastanawia się nad konsekwencjami jej działań. W romansowaniu z byłym chłopakiem nie przeszkadza jej nawet obecność Tess w pobliżu. W sumie jest to największe niedopowiedzenie roku, bo trochę więcej rzeczy powinno jej przeszkadzać. Żeby mieć pełny obraz sytuacji, muszę rozsupłać kilka poplątanych wątków. Jak już pisałam, Molly jest samotna. Jedną z niewielu osób, które z nią rozmawiają po powrocie do miasteczka, jest brat numer dwa – ten z którym rok wcześniej wylądowała w łóżku. Zaczynają spędzać ze sobą coraz więcej czasu, aż w końcu oficjalnie zostają parą. Wtedy następuje nagły zwrot akcji. W Patricku, czyli chłopaku numer jeden, budzi się pies ogrodnika. Chłopak nie zawracając sobie głowy tym, że jest w związku z uroczą Tess, zaczyna w mało subtelny sposób starać się o uwagę Molly. Sama zainteresowana nie jest bez skazy, bo bezrefleksyjnie i z radością oddaje się wszelkim czułościom, którymi obdarza ją były partner. Moja tolerancja na głupotę bohaterów została wystawiona na próbę zbyt wiele razy. Do samego końca czekałam, aż karma kopnie Molly w tyłek. Niestety, nie doczekałam się satysfakcjonującego obrotu spraw.

Oszczędni wrogowie

Po przeczytaniu opisu wydawcy spodziewałam się publicznego linczu na miarę marszu wstydu Cersei w Grze o tron, ale dostałam jedynie halloweenowe psikusy i wiaderko gimnazjalnego hejtu od stereotypowej, niewielkiej grupki licealnych gwiazdeczek. Nie chcę bagatelizować aktów przemocy przedstawionych w tej książce. Obrzucenie domu raz jajkami, raz papierem toaletowym, podrzucanie liścików czy porysowanie samochodu kluczem nie są niczym przyjemnym, ale z pewnością nie nazwałabym tego nienawiścią ze strony całego miasteczka. Główną prowodyrką jest Julia, siostra Gabe’a i Patricka, a wspierają ją przy tym dwie przyjaciółki. Nie jest to szczególnie absorbujący wątek. Gdyby Molly zamiast warczeć na mamę, skierowała tę energię w kierunku Julii, to po jednym z pierwszych incydentów wszystko by się wyjaśniło. Jednak tego nie zrobiła i przez trzysta stron śledzimy niezbyt emocjonującą zabawę w ciuciubabkę.

Smutne „zamiast”

Świat głównej bohaterki, od pierwszych stron książki, kręci się głównie wokół Gabe’a i Patricka oraz zamieszania sprzed roku. Zamiast pójść do przodu, nadal żyje ona wydarzeniami z przeszłości. Zamiast spróbować załagodzić konflikty, przyjmuje bez zająknięcia wszystkie ataki ze strony Julii. Zamiast przeanalizować problem i wyciągnąć wnioski, powtarza wszystkie dawne błędy i dokłada kilka nowych. W książce można znaleźć wiele irracjonalnych decyzji. Mogłabym wymienić niezliczoną ilość zdań zaczynających się od zamiast, ale przejdźmy może do ostatniego rozczarowania, które przyniosło ze sobą 99 dni lata.

Zakończenie bez zakończenia

Książka kończy się tak, jakby autorka nie mogła zdecydować czy w przyszłości kontynuować historię Molly, czy jednak te trzysta stron jest wystarczające i dalsze znęcanie się nad bohaterką jest zbyteczne. Dostajemy kolejne „zamiast” – nie ma stabilizacji, jest tylko kolejna ucieczka. Tym razem jest to planowany wyjazd na studia, ale w nastawieniu dziewczyny nic się nie zmienia. Nie zatęsknię za Molly i jej niezdecydowaniem. Trochę jestem ciekawa czy uda jej się znaleźć spokój w nowym miejscu, jak ułożą się jej relacje z nową współlokatorką i w końcu co wydarzy się w jej życiu miłosnym. Nowe miejsce nie oznacza pozbycia się starych problemów. Nie jest to jednak ciekawość, która będzie spędzała mi sen z powiek. Raczej w kilka dni zdążę zapomnieć zarówno o bohaterce, książce jak i autorce.

Moją opinię mogłabym podsumować krótko: nie rozumiem. Nie rozumiem dlaczego autorka poprowadziła tę historię tak a nie inaczej, nie rozumiem działań części bohaterów i na koniec nie rozumiem dlaczego, mimo wszystko, książka mi się nawet podobała. Każdej książce można dać szansę, ale nie każdą warto zapamiętać. Ta książka jest jak burger z Mc’Donalds – kiedy go jesz, sprawia pewną przyjemność, ale po skończeniu posiłku masz świadomość, że nie był to najlepszy wybór i zapominasz o nim. Historia o dziwnym miejscu, w którym wandalizm jest czymś normalnym i o dziwnych ludziach, którzy nie interesują się niczym poza czubkiem własnego nosa. Nie wiem ile lat ma autorka, ale jej spojrzenie na świat bardzo pasuje do nastoletniego buntu. Ta książka jest dla dziewczyn – taką dedykacją zaczyna się 99 dni lata, a ja tym zakończę wpis. Ta książka jest dla dziewczyn, które nie oczekują wiele i nie mają nic lepszego w planach na wieczór.

Może Ci się także spodobać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *