12 rzeczy, które wiążą się z usunięciem facebooka (2/3)

Jest to drugi z serii trzech postów przedstawiających nasze poglądy zarówno na posiadanie jak i usunięcie konta na Facebooku. W każdej z nich będziemy komentowały najbardziej popularne za i przeciw posiadania konta na Facebooku. Drugi z komentarzy będzie odnosił się zarówno do doświadczeń autorki jak i wypowiedzi poprzedniczki. Nasze zdania w wielu kwestiach się różnią i bez tego ograniczenia mogłybyśmy przerzucać się argumentami bez końca. Jeśli chcesz przyłączyć się do dyskusji, to zapraszamy do komentowania.

Część druga: Okazje

5. Informacje o wydarzeniach kulturalnych i pracy

Nina: Wiadomości o wszelkich wydarzeniach kulturalnych nie są mi niezbędne do funkcjonowania, ale jeśli już i tak tkwię przed ekranem czekając na wyniki egzaminu czy coś równie istotnego, to dlaczego nie miałabym wykorzystać tego czasu również do zaplanowania rozrywki? Karnawał Sztukmistrzów w Lublinie łatwo wypatrzeć na billboardach w wielu miastach, ale są imprezy ze znacznie mniejszym budżetem na kampanie reklamowe. Koncerty odbywające się na terenach postoczniowych, tematyczne wieczory w klubach, pokazy filmów na świeżym powietrzu, nightskating, przejazdy rowerowe czy fascynujące zjawiska astronomiczne. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Jasne, informacje o części z nich znajdę w różnych serwisach, ale nie o wszystkich. Dodatkowo, żeby dowiedzieć się o wszystkich, to musiałabym śledzić na bieżąco setki stron związanych z różnymi dziedzinami. Facebook powie mi też ile osób jest zainteresowanych wydarzeniem, kto z moich znajomych tam się wybiera i czy w ostatniej chwili nie zostało ono odwołane? Po kasacji kont społecznościowych chyba musiałabym znacznie uważniej rozglądać się po lokalnych tablicach informacyjnych.

W tym punkcie chciałabym też wspomnieć o konkursach, które często są ogłaszane właśnie na facebooku. Nie mam na myśli akcji reklamowych „polajkuj zdjęcie, oznacz kilka osób w komentarzu, to wygrasz najnowszego iPhone’a”. Te zaśmiecają nasze tablice i zupełnie nic nie wnoszą. Jest jednak też sporo konkursów bardziej doprecyzowanych tematycznie, odpowiadających różnym profilom zawodowym. Wiadomo, popularne konkursy branżowe są wszędzie, ale czasem te mało nagłaśniane mogą być najciekawsze. Zdarza się też, że zanim informacje o ciekawych wydarzeniach, takich jak konferencje czy warsztaty trafią do gazet lub na serwisy tematyczne, to ilość wolnych miejsc jest już znacznie ograniczona. Oczywiście wszystko zależy od dziedziny, w której się specjalizujesz i jak daleko już zaszedłeś. Ja nadal jestem na początku swojej drogi, więc nie odrzucam żadnej szansy.

Praca z Facebooka? Dla mnie brzmi to zabawnie, ale pracodawcy zamiast publikować ogłoszenia w serwisach przeznaczonych do tego celu, wolą wrzucić post w odpowiednich grupach uczelnianych i tematycznych. W większości dziedzin znajdzie się odpowiednia społeczność na tym portalu. Raj dla freelancerów i pozorne ułatwienie dla poszukujących zatrudnienia. Czy komuś też kojarzy się to ze zdobywaniem pracy po znajomości? Nie masz fejsa, nie dodasz się do setek grup – nie znajdziesz pracy. Może nieco dramatyzuję, ale na pewno zmniejsza się możliwość trafienia na idealną i przede wszystkim aktualną ofertę poza Facebookiem. Nie musimy zaglądać już do setek miejsc w sieci, wystarczy nam jedno, ale z setką grup.

Kay odpowiada: Może i jest to niezwykle przydatne, mieć znajomych, nowości, informacje o wydarzeniach i oferty pracy w jednym miejscu, ale pomyślmy o tym przez chwilę w inny sposób. Skończyłem jeden kierunek studiów (albo pięć). Nie szukam pracy sezonowej w Holandii na plantacji ogórków, ale profesjonalnego zatrudnienia w branży specjalistycznej. Nie chcę zarabiać najniższej krajowej, nie chcę pracować po wykładach. Jestem dorosły. Czy naprawdę potraktuję serio pracodawcę, który szuka dorosłych ludzi w miejscu, gdzie wrzuca się fotki pierwszej kupy swojego dziecka czy tańczące pandy i memy z gołębiem noszącym na szyi kromkę chleba wyjedzoną w środku? Może i Facebook to możliwość łatwego dotarcia do wszystkich. Może to gigantyczny misz-masz rzeczy od czapy i na poważnie, ale ja jako pracownik nie mam zamiaru szanować pracodawcy, który w tak „profesjonalny” sposób szuka specjalistów.

Jeżeli chodzi o koncerty i inne eventy rozrywkowe, to tutaj moja opinia także jest niezbyt przychylna. Jasne, że duża część imprez reklamowana jest tylko na fejsie, ale co z imprezami, które są reklamowane poza Facebookiem? Czy mając uczucie, że nowości, znajomi, czat i wszystko jest przecież na tym jednym portalu, sprawdzimy jeszcze jakiekolwiek inne źródło newsów? Nie, bo w naszej głowie zadomowiło się przeczucie, że wszystko jest na fejsie, więc skoro jakiegoś wydarzenia tam nie ma, to to wydarzenie nie istnieje. I tutaj mogłabym powiedzieć ponownie to samo, co już powiedziałam. Wydaje nam się, że Facebook sugeruje bardzo dużo różnych opcji i wybór jest nieskończony. Ale to nie jest prawda, ponieważ tak naprawdę dostajemy specjalnie wyselekcjonowany fragment rzeczywistości (na domiar złego jest on wyliczony algorytmem obejmującym naszą aktywność i preferencje). Jasne, że większość organizatorów wrzuca swoje wydarzenia na fejsa, bo tam toczy się większość życia. No właśnie. Tam toczy się większość życia, a nie całe życie. Różnica polega na tym, że posiadając konto na Facebooku, wchodzimy, widzimy imprezę i idziemy, bo tak nam zasugerowano. Kiedy nie posiada się konta na fejsie, trzeba usiąść, pomyśleć o tym na co ma się tak naprawdę ochotę, wrzucić w wyszukiwarkę, znaleźć imprezę i można się tam udać. Naprawdę nie widzicie jak bardzo media społecznościowe manipulują waszymi wyborami. Naprawdę?

6. Kupno i sprzedaż

Kay: Grupy sprzedażowe to zdecydowanie moja największa czekolada. To znaczy: kiedy mam w domu czekoladę to ją jem bardzo szybko (i bardzo dużo), co czyni mnie szczęśliwą. Kiedy jednak nie mam jej w domu, to jestem jeszcze szczęśliwsza, ponieważ dumnie cieszę się z tego, że jej nie jem i jestem na diecie. Opcja, w której mam w domu czekoladę i jej po prostu nie ruszam, mnie nie dotyczy. Bo taki mam charakter – słaby i uroczy… Podobnie niestety jest u mnie z grupami sprzedażowymi na fejsie. Uwielbiałam, kupowałam, zamawiałam i naprawdę mega mega mega cieszy mnie to, że aktualnie oszczędzam czas i pieniądze, bo nie mam dostępu do tych grup. Nie będę także ukrywać, że to jeden z powodów dla których fejs zjadał tyle mojego czasu, więc grupy sprzedażowe przyczyniły się do usunięcia profilu.

Nina odpowiada: Po co to ludziom? To jest pierwsze pytanie, które nasuwa mi się na myśl w tym temacie. Pewnie przemawia przeze mnie zazdrość. Ta sama, której ukłucie pojawiało się zawsze, kiedy któraś z koleżanek wyszukała w ciuchlandzie coś świetnego za grosze. Grupy sprzedażowe są bardzo podobne do second handów. Jeśli ktoś ma czas, cierpliwość i trochę szczęścia, to znajdzie tam perełki. Zawsze jednak brakowało mi tych cech. Dla mnie największym minusem jest to, że wszystko jest rozsiane po kolejnych setkach grup o mniej lub bardziej sprecyzowanej specjalizacji.

Nie będę też ukrywała, że jestem w pewnym sensie wybredna. Lubię wiedzieć co kupuję i czy na pewno nie przepłacam. Jest wiele produktów o różnych parametrach, ale są też takie, które różnią się od siebie jedynie ceną. A co jest najlepszym miejscem do zbierania informacji? Oczywiście wujek Google, który serwuje zarówno recenzje jak i oferty z wielu sklepów. Ale to jeszcze nie jest wszystko – linki do porównywarek cen, allegro i inne pomniejsze serwisy sprzedażowe. Może podjęcie decyzji zajmuje mi trochę czasu, ale bardzo rzadko zdarza się, że nie jestem zadowolona ze swojego zakupu. Czy jest w tej sielance zakupowej miejsce dla ofert z Facebooka? Stanowczo nie. Wystarczy mi to co oferuje wyszukiwarka.

7. Bycie na bieżąco z życiem znajomych

Nina: Czy muszę wiedzieć, że znajoma której nie widziałam od 10 lat właśnie urodziła dziecko? Stanowczo nie. Zdroworozsądkowo podchodząc do tematu, nawet nie chcę wiedzieć, bo do niczego mi ta wiedza nie jest potrzebna. Ludzie jednak są ciekawscy i mało jest osób, które nie lubią ploteczek. Wbrew rozsądkowi, nie potrafię wyłamać się z tego zaklętego kręgu. Można zrzucać winę na Facebooka za zwiększenie dostępności tych informacji, ale powiedzmy sobie szczerze – czy przed erą Internetu nie plotkowaliśmy?

Osiemnaście lat temu Internet nie był tak powszechny, a o serwisach społecznościowych może śnili biznesowi geniusze zza oceanu. Chodziłam wtedy do szkoły podstawowej, mieszkałam w typowym polskim bloku, a wakacje spędzałam jak wiele dzieci w tamtym okresie – jeżdżąc po okolicy na rowerze i wyczyniając różne akrobacje na trzepaku. Dlaczego o tym wspominam? Bo pod blokiem była ławeczka, a na tej ławeczce zawsze przesiadywały dwie starsze panie z sąsiedztwa. Lubiłam przysiąść się do nich, kiedy już miałam dość małpich figli albo wszyscy kompani akurat dostali szlaban. Starsze panie wiedziały wszystko o wszystkich i chętnie się tym dzieliły. Właśnie te starsze panie były Facebookiem świata bez internetu. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że każde polskie blokowisko miało, a niektóre nadal mają, taką ławeczkę ze starszymi paniami.

Zmieniają się czasy, zmienia się medium, ale ludzka natura zostaje taka sama. Nikt nie zmusza nas żebyśmy śledzili innych na Facebooku, robimy to sami, tak jak robili to nasi poprzednicy na setkach ławeczek w Polsce i zapewne na całym świecie. W końcu amerykańscy filmowcy sami sobie tego nie wymyślili, a w wielu filmach przewijały się takie sceny.

Kay odpowiada: Nie do końca rozumiem czy Nina swoim komentarzem usprawiedliwia samą siebie czy opisuje zjawisko, które potępia. A może oba jednocześnie? Bo z Facebookiem właśnie tak jest. Plotkowanie jest złe, śledzenie obcych ludzi jest dziecinne, ale nic nie smakuje tak jak anonimowe szpiegowanie życia innych lub sernik z czekoladową polewą mojej babci. I można stwierdzić na głos: śledzenie ludzi to głupota, plotkowanie to dziecinada i tak dalej. A potem dziwnym trafem fejs włączy się sam i oglądanie zdjęć innych porwie nas niczym wir wodny na osiem godzin.

Oczywiście, jeżeli masz silny charakter to możesz postanowić sobie tu i teraz – od jutra nie podglądam ludzi na Facebooku bo jestem na to zbyt inteligentna. Nikt jednak nie powiedział, że usunęłam konto na fejsie, ponieważ mam silny charakter. Wręcz przeciwnie. Bezwiednie logowałam się lub włączałam instagram i oglądałam. Jak oni śpiewają, jak oni tańczą, jak oni żyją i tak dalej. A potem nagle orientowałam się, że w przecieństwie do nich ja nie żyję. Ja tylko oglądam życie innych. I to był jeden z głównych powodów dla których zamknęłam drzwi do mediów społecznościowych na zawsze. Bo nie umiem kontrolować tej potrzeby oglądania ładnych ludzi. Nie mam telewizora, bo oglądałabym telewizję śniadaniową do późnego wieczora. Nie mam fejsa z tego samego powodu. Może nie jestem tak dorosła jakbym chciała, może nie zawsze wiem co jest dla mnie dobre. Ale kiedy coś jest dla mnie bardzo mocno niedobre od lat, muszę być mądrzejsza od samej siebie. I wiecie co? Zupełnie mi tego nie brakuje.

8. Informowanie znajomych…

Kay: …to w moim przypadku skomplikowana sprawa. Chociaż posiadam rodzinę, to wciąż jestem przyzwyczajona do nagłych decyzji i drastycznych zmian, czy to podróżniczych czy wyglądowych. Cześć, co u ciebie, a tak na marginesie to jestem w Azji. Słuchaj, masz może pożyczyć dwa złote, ps. ogoliłam się na łyso. Hej, Kay, co robiłaś w weekend? A wiesz, że wzięłam ślub? I tak całe życie. O tyle o ile kiedyś czasem wrzuciłam po fakcie zdjęcie na Facebooka i ludzie mniej więcej mogli wiedzieć co szalonego właśnie zrobiłam, tak teraz nikt nie wie nic i większość pewnie nawet jeszcze nie zauważyła, że usunęłam fejsa. Ale moim zdaniem to tak jak z rozmowami i wyborem przyjaciół, których szanuję mocniej niż standardowy facebookowy tłum znajomych. Na przykład – mąż wiedział, że będziemy brali ślub już wcześniej, żeby zdążył zgolić tego ochydnego wąsa.

Nina odpowiada: Cenię sobie swoją prywatność, czasem aż do przesady. Nawet nie chodzi o to, że nie chcę się dzielić nowinami ze swojego życia. Przerażeniem napawa mnie to, że w Internecie nic nie ginie. Kilka dni temu pewien reżyser został zwolniony za coś, co napisał dziesięć lat temu. Dziesięć lat! Pamiętasz co robiłeś w tym czasie? Czy nic nie mogłoby obecnie zostać źle odebrane? Świat się zmienia dość szybko, kiedyś Przyjaciele byli świetnym sitcomem, który bawił niemal wszystkich. Niedawno został udostępniony na Netfliksie i… wywołał burzę, bo jest homofoniczny, seksistowski i w sumie każda grupa społeczna powinna czuć się dotknięta. Skąd mieć pewność, że jeśli dzisiaj napiszę „lubię jabłka, kto chce wpaść na szarlotkę?”, to za kilka lat nie będzie to naganne?

Zgadzam się z Kay, kto ma wiedzieć co u nas, ten się dowie. Jeśli z kimś nie rozmawiamy choćby od święta, to zapewne nie interesuje go też lista aktualizacji z naszego życia.

I tak dobrnęliśmy do końca drugiej części. W następnej i zarazem ostatniej, zastanowimy się nad tym czy Facebook wzmaga, czy obniża motywację? Jak wpływa na poziom własnej wartości? Znajdziecie tam także podsumowanie całego cyklu, więc jeżeli nie chciało Wam się czytać ściany tekstu i zjechaliście na dół do ostatniego akapitu – w następnej notce będzie łatwiej! A jeżeli zaczęliście od tej notki i macie ochotę na więcej, to pierwszą część znajdziecie tutaj.

Może Ci się także spodobać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *